czwartek, 28 listopada 2013

Concept Store - Od Projektanta.

Witam wszystkich,
Przeszliśmy przez kilka etapów tworzenia samego siebie jak również wizji jak możemy stworzyć własną firmę. Każdego dnia rodziło się nowe pytanie.
Zmieniliśmy się na pewien  czas w filologa i socjologa  po to by ocenić możliwości rynku swoim okiem. Po to by zobaczyć więcej musieliśmy zmienić swoje myślenie. Ponieważ inwestowanie jest, co najmniej w takim samym stopniu sztuką, co nauką. Tak naprawdę chodzi o to, co chcemy osiągnąć. Aby to osiągnąć, potrzebujemy albo szczęścia, albo lepszego osądu.
No dobrze,mamy pomysł na firmę. I co dalej? Zabieramy się do jej realizowania. Jak? Krok po kroku do celu. Zaczynamy powoli budować naszą markę.

"Należy pamiętać jednak,że nic nie jest tak ważne w zwyciężaniu, jak dobranie odpowiednich ludzi. Wszelkie mądre strategie i zaawansowane światowe technologie mogą okazać się nieskuteczne bez wspaniałych ludzi, którzy będą je wdrażać. Ludzi z pozytywną energią, śmiałością, odwagą do podejmowania trudnych decyzji na tak lub na nie. A przede wszystkim ludzi z pasją''.
 Jack Welch,  w książce, Wining znaczy zwyciężać.

 Mnie udało się znaleźć te wszystkie cechy u osób, z którymi będę współpracować. Mamy wspólną wizje i cel.
Przemysł tekstylny istniał niemal, że od zawsze w Polsce. W XIII wieku rozpoczęła się era producentów tkanin bawełnianych, w XIX wieku nastąpiła era  wełny, która przerodził się w przemysł odzieżowy oraz obuwniczy.
Modę Polską i nie mowa tu o  nazwie przedsiębiorstwa państwowego, założonego w Warszawie w roku 1958, a raczej o  naszych najwyższej jakości polskich produktach zwłaszcza  tkaninach. Wełna, która dorównywała jakością angielskiej, jedwabiu oraz lnu -uchodzącego za najbardziej polski materiał w latach 30. Upadła, ponieważ, zapragnęliśmy mody prosto z Paryża, z zachodu czyli włoskiego kiczu.
Czy pamiętając historię naszej potęgi tekstylnej jesteśmy w stanie tak jak w latach 30 panie z sfer rządowych promować  polskie tkaniny, polskich projektantów oraz polską jakość wykonania.
Kiedyś było to obowiązkiem. Pokazać się we własnej kreacji, czyli z polskiej tkaniny na zagranicznych wyjazdach i z dumą opowiadać, że jest to polski jedwab z Milanówka.
Przytaczając informację z artykułu magazynu  Harper's Bazar, poświęconej Modzie Polskiej.
Ja wiem, że chcę przyłączyć się do wspierania i promowania polskiej mody, tkanin oraz nienagannie skrojonego i uszytego ubrania.  Dlatego postanowiłam otworzyć, concept store  z kolekcjami od polskich projektantów o nazwie Od  Projektanta, concept store.  Koś pewnie powie następny, a ja mu odpowiem, Nie! Pierwszy. Bo wykreowany na mój własny sposób. Ponieważ uważam, że należy ponowne rozpocząć odradzenie polskiego przemysłu włókienniczego, czyli polskich produktów, wytworzonych w Polsce. Co za tym idzie możliwość pomocy wszystkim tym zdolnym ludziom, a może w przyszłości poprawy  jakości naszego życia, poprzez promowanie hasła; "Bo to  co Polskie to dobre".
Wszystkim tym którzy od dawna pragną stworzyć coś swojego, życzę  powodzenia i trzymam kciuki.

czwartek, 14 listopada 2013

"hit czy shit" dobra luksusowe a dobry marketing.







Coraz częściej słyszymy, że rynek dóbr luksusowych rośnie w siłę z roku na rok, a klientów przybywa. Oczywiście o tym mówią nam statystyki. " Obserwowany w ostatnich latach trend wzrostowy będzie kontynuowany, szczególnie po 2013 roku. Szacujemy, że w 2015 roku w Polsce może mieszkać nawet 839 tys. osób zamożnych i bogatych, a ich roczny dochód do dyspozycji zbliży się do 160 mld zł. Obok osób zamożnych i bogatych funkcjonuje w Polsce duża grupa osób aspirujących do zamożności, o dochodach ponadprzeciętnych (3,7 – 7,1 tys. zł brutto), które pozwalają na okazjonalne zakupy dóbr luksusowych o mniejszej wartości. Szacujemy, że w 2012 roku będzie takich osób blisko 2 mln, zaś ich roczny łączny dochód zbliży się do 97 mld zł. W 2015 roku w Polsce może mieszkać nawet 2,2 mln osób aspirujących, zaś ich łączny dochód do dyspozycji sięgnie 113 mld zł." według badań KPMG, Rynek dóbr luksusowych.
Jakie produkty są w kategorii dobra luksusowego? Czy każdy produkt może nim być, począwszy od jedzenia po ciuchy do prywatnych jachtów czy samolotów? A może porostu w dzisiejszych czasach  dobra luksusowe do dobrze wykreowane marki? Czy nadal jak w XVI wieku  niedostępność, unikatowość oraz ręczne wykonanie? Pewnie tak, niestety tylko z pozoru.
Dlaczego tak bardzo zależy nam, aby je posiadać? Ponieważ, coraz więcej ludzi dobra luksusowe kojarzy przede wszystkim z dobrą jakością czyli niezniszczalnością. W zupełności zgadzam się z twierdzeniem, że ''Ludzie biedni nie mogą pozwolić sobie na kupno rzeczy tanich".
W takim razie  warto było by odpowiedzieć sobie na pytanie, co to są dobra luksusowe, po to, aby nie przepłacać. Według Wikipedii;  Dobra Luksusowe to takie dobra, na które popyt rośnie szybciej niż liniowo w stosunku do wzrostu dochodów. W przypadku spadku dochodów spadek popytu jest procentowo większy. To tyle jeśli chodzi o teorie. A co z praktyką?
Czy w  dzisiejszych czasach prawdziwe dobra luksusowe to już tylko antyki i sztuka. Dla tych osób, które nadal uważają, że wyznacznikiem luksusu są także ekskluzywne marki odzieżowe takie jak  znany wszystkim  Guccci czy Louis Vuitton po porostu jest w błędzie, o czym przypomina nam  dułet
Kanye Westa & Jay-Z w piosence zatytułowanej Ni** as in Paris.
"What’s Gucci, my nigga? What’s Louis, my killa?
What’s ...? What’s that jacket, Margiela?"
W dobie zalania rynku światowego  tak zwanymi podróbkami,  produktów oryginalnych, gdzie każdy może sobie owe dobro luksusowe zakupić, jeśli ma tylko na to ochotę za bezcen. Należy odpowiedzieć sobie na pytanie jak rozpoznać dobro luksusowe i co to właściwie jest?
Prawdą jest to, że coraz częściej wracamy do dawnego wyznacznika luksusu, jakim jest, jakość tworzywa oraz nieskazitelne wykonanie? Modne stało się posiadanie dóbr wykonanych albo w niewielkiej liczbie, albo wręcz w jednym egzemplarzu i do tego  ręcznie oraz na zamówienie. Dlaczego? Ponieważ, obecne znaczenie dobra luksusowego  to  charakter symboliczny i materialny, które noszą znamiona luksusu. W konsekwencji tych zmian powstał rynek usług i dóbr luksusowych produkowanych mechanicznie i masowo.
Luksus udostępniony dla wszystkich stracił swój niepowtarzalny blask. Najpierw się upowszechnia, a potem, po jakimś czasie, znajdują się na wysypisku, a my kupujemy inny luksusowy towar.
 Decyzja czy dany produkt będzie luksusowy znajduje swoje odzwierciedlenie w decyzjach podejmowanych w zakresie działań marketingowych danych firm, działających na rynku.
Rynek dóbr luksusowych wymaga od jego uczestników stosowania narzędzi marketingu mix o zgoła odmiennym charakterze od stosowanych na tradycyjnych rynkach.
 Bo z rynkiem luksusowym jest jak z kawą podobno 100% arabiki, a kawa nadal jest niedobra za to sprzedaje się bardzo dobrze, bo innej nie ma na polskim rynku. W końcu gdzieś odpady arabiki muszą sprzedać.
Należy sobie odpowiedzieć  na pytanie, za co chcemy płacić i komu? Ja wiem już, za co chcę płacić, przede wszystkim za najwyższej jakości polskie tworzywa, nieskazitelne polskie wykonanie, trwałość, oryginalność  i za napis Made in Poland.



poniedziałek, 21 października 2013

"Hit czy Shit" Czy biznes opiera sie na znajomościach?


Czy znajomości w biznesie  są  istotne w prowadzeniu swojego biznesu? Czy też w szukaniu pracy? Od dawna zadaję sobie to pytanie i może czas najwyższy zastanowić się, pomyśleć i znaleźć w końcu  odpowiedź. Pewnie większość z Was powie, że tak! A już na pewno Ci, którzy nie mają  pracy. Wszelkie problemy z jej znalezieniem lub z jej dostaniem w danej firmie zrzucają na brak znajomości. No właśnie. Czy problemy ze znalezieniem pracy  są spowodowane  brakiem znajomości?  Może brakiem odpowiednich umiejętności? Przecież  prawie każdy z naszych znajomych ma pracę, niektórzy nawet prowadzą swoje firmy, i co? Nie chcą nas zatrudnić?Czy nawet polecić? Dlaczego, myślę sobie,że odpowiedzi jest wiele i każda z nich  jest możliwa a nawet prawdziwa. Pierwsza i ostania jest jedna. Czasami wydaje nam się, że "pozjadaliśmy wszystkie rozumy świata", a ktoś kto prowadzi daną firmę jest już "100-lat za murzynami" i  potrzebuje naszego wsparcia i pomocy. Ale co, bądź kto,  pozwala nam  tak myśleć? Skoro ten sam znajomy czytaj pracodawca prowadzi firmę od 10 lat która dobrze prosperuje. Co chcesz jej zaoferować, jakie zmiany?Na ile pomocne w zwiększeniu jego dochodów? Bo przecież o to chodzi w zatrudnianiu ludzi do firm o zwiększenie dochodów, czyż nie?  No dobrze postawmy się w odwrotnej sytuacji jesteśmy pracodawcą, a nasz  znajomy poszukuje  pracy, czy go zatrudnimy? Czy polecimy innej firmie? No właśnie.Oczywiście będzie zależało tylko od jego umiejętności bądź chęci do pracy do nauki,  do realizowania i wdrążania nowych zaproponowanych przez niego pomysłów. A co jeśli ich nie będzie miał?
Czy tego samego tyczą się znajomości znajomych czyli ja ci pomogę, ale tak naprawdę to ty mi pomożesz. Nie mówię, że od razu wszyscy maja złe intencje, przecież na pewno są ludzie którzy szczerze chcą pomóc.  Bardzo możliwe, że nie w każdej branży, dlaczego? Bo w  każdym biznesie jest inaczej. Weźmy za przykład Biznes Modowy jeśli nie zostaniesz polecony, wspomniany, zachwalany przez kolegę z branży prawdopodobnie nigdy nie zaistniejesz w mediach, a Twoja kariera może trwać dłużej, mało tego może nigdy się nie rozwinąć. Straszne prawda?
 Nie! bo to  bzdura! Bo Twój sukces czy sukces Twojej firmy zależy, nie od znajomych, ale od Twojej kreatywności i pomysłowości. Niektórzy, powiedzieli by też i szczęścia. Ale generalnie od Ciebie! Dlatego szukając odpowiedzi na pytanie;"Hit czy Shit" Czy biznes opiera się na znajomościach? Możemy dojść do wielu wniosków, ale podsumowanie dla mnie jest jedno.
 Posłuchajcie;Nas - I can
“ I know I can (I know I can)
Be what I wanna be (be what I wanna be)
If I work hard at it (If I work hard it)
I'll be where I wanna be (I'll be where I wanna be)”

poniedziałek, 14 października 2013

"Hit czy Shit" Czy pracodawcy powinni przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej?

"W biznesie mówi się często,że nasi wykwalifikowani pracownicy są naszym największym kapitałem.Tym bardziej zadziwia fakt,że większość firm nie potrafi skutecznie wyławiać, a następnie związać ze sobą zdolnych pracowników...". Matthew Guthridge, Asmus B.Komm, Emily Lawson,"McKinsey Quarterly", styczeń 2008.
Jak myślicie, dlaczego się tak dzieje? Postarajmy się dziś rozwiązać tę zagadkę. Posłużę się tu kilkoma przykładami firm, do których byłam rekrutowana. Czy  byłam tylko dla nich przynętą, a może ofiarą ich żartów, ocenicie sami.
Początkowo miałam podać nazwy firm lecz po dwu dniowym zastanowieniu się stwierdziłam ze nie ma sensu mieć czterech  spaw w sądzie o zniesławienie. Nie mówię, że bym ich nie wygrała, bo to w końcu blog - czyli mój pamiętnik. A myśleć każdy może co chce.
 No dobrze, to zacznijmy od początku;
Po powrocie do kraju dni spędzałam bardzo intensywnie, a mój kalendarz nieustannie był zapełniony spotkaniami w rożnych firmach, przedsiębiorstwach w celu  znalezienia zatrudnienia.
Po trzech miesiącach okazało się, że zapełniany kalendarz i szereg  dobrze zapowiadających się rozmów kwalifikacyjnych nie zagwarantował mi  pracy. Oczywiście ja  mówię tutaj  nie o jakiejś pracy! Tylko o tej wymarzonej, upragnionej i zaplanowanej od szkoły średniej, a może nawet od podstawowej (ale ta raczej jest zaplanowana  przez rodziców).
Przysięgłabym, że wiele razy byłam już tak bliska jej znalezienia , a  jednak. Co poszło nie tak? Czy byłam niewystarczająco przygotowana? Do rozmowy kwalifikacyjnej należy  przygotować się jak do bitwy, prawda? Dlatego nienagannie spełniłam 10 zasad, o których należny pamiętać idąc na rozmowę do "potencjalnie" przyszłego pracodawcy.  Przestudiowałam wszystkie strony internetowe  mówiące o tym; "Jak należy przygotować się na rozmowę wstępną". A żeby tego wszystkiego  nie było  mało odkopałam wszystkie powiązania danego przedsiębiorstwa czy firmy, prześwietliłam dyrektorów obecnych i byłych, a także każdego kto nawet jeszcze nie jest oficjalnie pracownikiem danej firmy, a ja już wiedziałam, że nim będzie - bo pochwalił się na Goldenline.pl miesiąc wcześniej. Co jeszcze, rozeznałam się w inwestycjach  10-lat wstecz i w przód. A na koniec, oczywiście upewniłam się, czy aby spełniam wszystkie wymogi pracodawcy, czyli podpunkty w ogłoszeniu o pracę.
Mimo tego nie dostałam bądź odmówiłam przyjęcia danego stanowiska pracy, dlaczego? Powodów jest wiele, konkluzja być może jedna.
Przytoczę Wam najciekawsze przypadki z którymi spotkałam się w Polsce.
Zacznę od tego, że w większości pracodawcy jak się okazuje, jednak nie czytają CV uważnie i  coraz rzadziej czytają  listy motywacyjne. W tej sytuacji nasuwa mi się tylko jedno pytanie? Po co się męczyć nad pisaniem czegoś, co tak naprawdę 1 na 10 rekrutujących cię osób przeczyta?
No dobrze przejdźmy już do przykładów, które podzieliłam na 4 typy;

Przykład nr 1
Pan nie przedstawił się stanowiskiem jakie wykonuje w firmie X, PAN nie wiedział  z kim rozmawia. A przecież każda osoba jest umówiona na daną godzinę.
No cóż, może nie miał czasu się przygotować? Ale dlaczego? Czy w firmie pracuje zbyt mało osób? A jedna osoba pracuje za przysłowiowe 3 osoby? A może jest zbyt duży chaos organizacyjny? I dowiedział się o rozmowie 5 min. temu? A może ten PAN jest po prostu osobą niekompetentną? Ostanie pytanie jakie mi się nasuwa to; Czy ja chce pracować w tej firmie z tym PANEM?
Ale spokojnie, każdy ma prawo do 2 szansy;
  •  To proszę mi powiedzieć jak Pani postrzega Łódź? ( i tu pada pierwsze pytanie ze strony PANA) 
  •  A czytał Pan może mój list motywacyjny? (pytam grzecznie z uśmiechem hollywoodzkim - specjalnie przygotowanym na tę rozmowę) 
  •  Nie, nie czytałem. (mówi ze zdziwieniem) 
  •  A szkoda! Ponieważ, ma Pan tam odpowiedź, (i oto zobaczył mój najszczerszy uśmiech od 1 do 8) 
  • No dobrze, w takim razie  proszę przekonać klienta korporacyjnego, aby został z nami w języku angielskim, ( zadając pytanie po polsku, a teraz rozumiem, może ja miałam mu to pytanie przetłumaczyć na angielski? No masz ci los)
  • Dziękuję, a teraz poproszę w języku  włoskim? Super! ( jakie super? ja się pytam, myślicie że, PAN zrozumiał co ja do niego powiedziałam?)
Z każdym następnym pytaniem PAN  pogrążał się coraz bardziej. W końcu dał spokój i zaproponował mi pracę za 2.000 zł. netto + premię + bonus + prowizję - ale, czy to nie to samo?
No dobrze, ale dlaczego ja mam pracować dla kogoś bądź z kimś kto od samego początku mnie zlekceważył?

Przykład nr 2
Dzwoni telefon, odbieram, w słuchawce słyszę  bardzo miły głos  PANI, która przedstawia się z imienia i nazwiska nawet, -  stanowiska oraz z jakiej firmy dzwoni, czyli  pewna firma finansowa o nazwieY
Owa miła PANI oznajmia mi, że bardzo chciałaby zaprosić mnie na rozmowę wstępną. W oddali słyszę echo rozchodzących się rozmów, myślę sobie, że chyba  nawet nie spojrzeli na CV? Zapraszają każdego kto wysłał do nich aplikację! Nastąpiło oburzenie z mojej strony, po krótkim namyśle grzecznie i miło odpowiadam;
  • Nie, jednak dziękuję,
  • Ale rozmowa potrwa tylko 15 minut,
  • Rozumiem ale ja naprawdę się rozmyśliłam, dziękuje,
  • Gdyby zmieniła Pani zdanie i zdecydowała przyjść  zapraszamy  na spotkanie w czwartek o godz. 14.00, może się Pani spóźnić 15 minut,  (mówi uprzejmy głos) 
 Czy ta PANI dzwoniła do mnie z ofertą marketingową?
 Czy to może być klasyczny przykład firmy, w której nie czytają CV, biorą każdego z ulicy, a później na szkoleniach robią tzw. wodę z mózgu? Gdzie niestety przez następny rok jesteś związany kontraktem bo jak nie to jesteś zobowiązany do zwrotu poniesionych kosztów.

Przykład nr 3
W ciągu 3 miesięcy biegania z interview na interview firma Z, jest moją ulubioną.
Czyli jedna osoba przytakuje ci tym samym obserwując twoją mowę ciała i gestykulację zgadzając się z twoimi odpowiedziami, dla drugiej zaś  wszystko co mówisz jest niepoprawne. Nie ważne, co powiesz chodzi o wyprowadzenie cię z równowagi. Jedyne zdanie które gwarantuje ci dostanie tej pracy jest; "Pani kochana z głupiego mądrego nie zrobisz!"
Rozmowa trwała 1,5 godziny. Z czego cała godzina rozmowy przeprowadzona była w języku angielskim - tego oczekiwałam. Co się stało w ciągu tej półtorej godziny takiego, że nie dostałam tej pracy. Po pierwsze wyprowadziłam z równowagi Panią od HR, odpowiadając profesjonalnie na jej zarzuty jako klienta . Zabrakło jej argumentów, jej czerwona twarz oraz rozbiegany wzrok mówiły same za siebie.
Pan zaś słuchał i przytakiwał, lecz widząc zakłopotanie koleżanki wkraczał do akcji zadając pytanie z innej beczki, po polsku.
Miesiąc czasu zajęło im zatelefonowanie - do mnie z informacją zwrotną. Niestety, bądź stety  firma Z odrzucił moją kandydaturę z powodów;
Uwaga; zbyt dużej pewności siebie, świadomości swoich myśli oraz dlatego, że kwota miesięcznego wynagrodzenia była dla nich jak to Pani powiedziała nie do przeskoczenia. Hmmm... trudno..

Przykład nr 4
"Jajko mądrzejsze od kury" czyli pojęcie względne.
Że co?, żeby Pan Dyrektor - bujający się na krześle,  podczas rozmowy ze mną, z uśmiechem na twarzy  podkradał moją ocenę sytuacji firmy  oraz plan naprawczy?
No, nie, nie wytrzymałam i powiedziałam;
  • Nie mówiła Panu Pani w szkole żeby nie bujać się na krześle bo może sobie Pan "Dyrektor" głowę rozbić o tablicę.( przestał)
Kontynuując i  myśląc jednocześnie - kilka szczegółów o konkurencji,  seria krótkich pytań. I jest, mam. Wygadał się, no i co zrobił,  złapał się za głowę, a później spojrzał w dół i na mnie (ułamki sekund).
  •  Widzę, że Pani zakupów na wyprzedaży nie robi?
  •  Robię, tylko w przeciwieństwie do Pana ja wiem gdzie i co kupuję,( sukces inwestycyjny nie bierze się z "kupowania dobrych rzeczy", ale raczej z " kupowania rzeczy dobrze").
Dlaczego nie dostałam tych stanowisk, a raczej ich nie przyjęłam. Każdy może mieć swoje zdanie na ten temat. Moje jest takie; nie będę za darmo rozdawać swojej wiedzy, godzin  spędzonych przed komputerem,czasu poświęconego na studiowaniu książek oraz  świeżego spojrzenia na ich problemy.



poniedziałek, 7 października 2013

"Hit czy Shit" Koszmar powracającego emigranta.

 "Myślę więc, jestem". Powróciłam zza zagranicy do Polski za szukaniem lepszego życia, dobre co? Przeważnie jest odwrotnie. Jednak nie u mnie. Zawsze był taki plan. W końcu się udało, ruszyłam swoje rozleniwione  4 litery. Co zyskałam mieszkając 7 lat poza granicami swojej Ojczyzny? Na pewno biegłość w posługiwaniu się językiem angielskim oraz rozpoznawalność akcentów regionalnych. Bardzo zabawne prawda? Zwłaszcza dla ludzi mieszkających w Polsce którzy posługują się angielskim z biegłością 9- latka.Oczywiście mowa tu o hejterach.
Czy po powrocie z Irlandii odczułam koszmar powracającego emigranta? Myślę, że nie jedyne co odczułam to to z jakim wdziękiem i szybkością wydaje odłożone pieniądze. Przerażające jest to jak tu do cholery jest drogo! I teraz rozumiem kawał o Polaku i Irlandczyku - Przeciętny Irlandczyk zarabia 1.600euro w ciągu miesiąca bilans na koniec miesiąca minus 500e, przeciętna wypłata Polaka to 1.600zł po opłacaniu rachunków, odłożeniu trochę na konto, zabawie oraz innych wydatkach Polakowi zostaje jeszcze jakieś 600zł.
I tu muszę zacytować nigdy nie starzejący się cytat; "Kto nie kombinuje, ten nie żyje".
Uważam, że to bardzo dobrze bo przecież nie każde kombinowanie musi być oszustwem!
Nasze Państwo  zmusza nas do myślenia, kreatywności i pomysłowości. Oczywiście 60% naszego narodu szybko się zniechęca i pozostają tylko nieliczni. I ja oto kieruję swojego bloga do nielicznych.
"Koszmar powracającego emigranta" roztrząsany jest niemalże na okrągło w mediach,; "po co wracają"," tu nie ma pracy dla nich", "za kogo oni się uważają", "ile chcą zarabiać", itd.
W końcu jak podsumował  nas pewien góral w Zakopanem " A skąd Państwo przyjeżdzata" Z Irlandii, "O kelnery przyjechały"-bardzo zabawne, boki zrywać. Oświadczam wszem i wobec nie każda osoba która mieszka poza granicami Polski  pracuje na zmywaku. Chodź nie da się ukryć pewnie tak zaczynała. Czy rozczaruje Was również mówiąc, że większość moich znajomych radzi sobie bardzo dobrze? Prowadząc swoje firmy; piekarnie, sklepy spożywcze, siłownie, kluby fitness, salony kosmetyczne, fryzjerskie, mogłabym tak długo wymieniać. Niektórzy robią tłumaczenia przysięgłe, są naukowcami z dziedziny biologii, dyrektorami szkół językowych.  Muszę powiedzieć, że całkiem nieźle jak na "kelnerów" sobie radzą. Jeśli zapomniałam kogoś wymienić przepraszam kochani. Dobrze, nie zbaczajmy z tematu. Tak, tak koszmar jest jeden! Mam szersze spojrzenie na biznes, widzę w nim luki i jestem w stanie przewidzieć jego dalszy bieg. Jak?  Poprzez obserwowanie zachowań konsumentów, wpływów zachodnich rynków oraz możliwości wschodnich. Dlaczego, jest to dla mnie koszmarem ponieważ Polscy Przedsiębiorcy boją się lepszych od siebie, a szkoda!!