"W biznesie mówi się często,że nasi wykwalifikowani pracownicy są naszym największym kapitałem.Tym bardziej zadziwia fakt,że większość firm nie potrafi skutecznie wyławiać, a następnie związać ze sobą zdolnych pracowników...". Matthew Guthridge, Asmus B.Komm, Emily Lawson,"McKinsey Quarterly", styczeń 2008.
Jak myślicie, dlaczego się tak dzieje? Postarajmy się dziś rozwiązać tę zagadkę. Posłużę się tu kilkoma przykładami firm, do których byłam rekrutowana. Czy byłam tylko dla nich przynętą, a może ofiarą ich żartów, ocenicie sami.
Początkowo miałam podać nazwy firm lecz po dwu dniowym zastanowieniu się stwierdziłam ze nie ma sensu mieć czterech spaw w sądzie o zniesławienie. Nie mówię, że bym ich nie wygrała, bo to w końcu blog - czyli mój pamiętnik. A myśleć każdy może co chce.
No dobrze, to zacznijmy od początku;
Po powrocie do kraju dni spędzałam bardzo intensywnie, a mój kalendarz nieustannie był zapełniony spotkaniami w rożnych firmach, przedsiębiorstwach w celu znalezienia zatrudnienia.
Po trzech miesiącach okazało się, że zapełniany kalendarz i szereg dobrze zapowiadających się rozmów kwalifikacyjnych nie zagwarantował mi pracy. Oczywiście ja mówię tutaj nie o jakiejś pracy! Tylko o tej wymarzonej, upragnionej i zaplanowanej od szkoły średniej, a może nawet od podstawowej (ale ta raczej jest zaplanowana przez rodziców).
Przysięgłabym, że wiele razy byłam już tak bliska jej znalezienia , a jednak. Co poszło nie tak? Czy byłam niewystarczająco przygotowana?
Do rozmowy kwalifikacyjnej należy przygotować się jak do bitwy, prawda? Dlatego nienagannie spełniłam 10 zasad, o których należny pamiętać idąc na rozmowę do "potencjalnie" przyszłego pracodawcy. Przestudiowałam wszystkie strony internetowe mówiące o tym; "Jak należy przygotować się na rozmowę wstępną". A żeby tego wszystkiego nie było mało odkopałam wszystkie powiązania danego przedsiębiorstwa czy firmy, prześwietliłam dyrektorów obecnych i byłych, a także każdego kto nawet jeszcze nie jest oficjalnie pracownikiem danej firmy, a ja już wiedziałam, że nim będzie - bo pochwalił się na Goldenline.pl miesiąc wcześniej. Co jeszcze, rozeznałam się w inwestycjach 10-lat wstecz i w przód. A na koniec, oczywiście upewniłam się, czy aby spełniam wszystkie wymogi pracodawcy, czyli podpunkty w ogłoszeniu o pracę.
Mimo tego nie dostałam bądź odmówiłam przyjęcia danego stanowiska pracy, dlaczego? Powodów jest wiele, konkluzja być może jedna.
Przytoczę Wam najciekawsze przypadki z którymi spotkałam się w Polsce.
Zacznę od tego, że w większości pracodawcy jak się okazuje, jednak nie czytają CV uważnie i coraz rzadziej czytają listy motywacyjne. W tej sytuacji nasuwa mi się tylko jedno pytanie? Po co się męczyć nad pisaniem czegoś, co tak naprawdę 1 na 10 rekrutujących cię osób przeczyta?
No dobrze przejdźmy już do przykładów, które podzieliłam na 4 typy;
Przykład nr 1
Pan nie przedstawił się stanowiskiem jakie wykonuje w firmie X, PAN nie wiedział z kim rozmawia. A przecież każda osoba jest umówiona na daną godzinę.
No cóż, może nie miał czasu się przygotować? Ale dlaczego? Czy w firmie pracuje zbyt mało osób? A jedna osoba pracuje za przysłowiowe 3 osoby? A może jest zbyt duży chaos organizacyjny? I dowiedział się o rozmowie 5 min. temu? A może ten PAN jest po prostu osobą niekompetentną? Ostanie pytanie jakie mi się nasuwa to; Czy ja chce pracować w tej firmie z tym PANEM?
Ale spokojnie, każdy ma prawo do 2 szansy;
- To proszę mi powiedzieć jak Pani postrzega Łódź? ( i tu pada pierwsze pytanie ze strony PANA)
- A czytał Pan może mój list motywacyjny? (pytam grzecznie z uśmiechem hollywoodzkim - specjalnie przygotowanym na tę rozmowę)
- Nie, nie czytałem. (mówi ze zdziwieniem)
- A szkoda! Ponieważ, ma Pan tam odpowiedź, (i oto zobaczył mój najszczerszy uśmiech od 1 do 8)
- No dobrze, w takim razie proszę przekonać klienta korporacyjnego, aby został z nami w języku angielskim, ( zadając pytanie po polsku, a teraz rozumiem, może ja miałam mu to pytanie przetłumaczyć na angielski? No masz ci los)
- Dziękuję, a teraz poproszę w języku włoskim? Super! ( jakie super? ja się pytam, myślicie że, PAN zrozumiał co ja do niego powiedziałam?)
Z każdym następnym pytaniem PAN pogrążał się coraz bardziej. W końcu dał spokój i zaproponował mi pracę za 2.000 zł. netto + premię + bonus + prowizję - ale, czy to nie to samo?
No dobrze, ale dlaczego ja mam pracować dla kogoś bądź z kimś kto od samego początku mnie zlekceważył?
Przykład nr 2
Dzwoni telefon, odbieram, w słuchawce słyszę bardzo miły głos PANI, która przedstawia się z imienia i nazwiska nawet, - stanowiska oraz z jakiej firmy dzwoni, czyli pewna firma finansowa o nazwieY
Owa miła PANI oznajmia mi, że bardzo chciałaby zaprosić mnie na rozmowę wstępną. W oddali słyszę echo rozchodzących się rozmów, myślę sobie, że chyba nawet nie spojrzeli na CV? Zapraszają każdego kto wysłał do nich aplikację! Nastąpiło oburzenie z mojej strony, po krótkim namyśle grzecznie i miło odpowiadam;
- Nie, jednak dziękuję,
- Ale rozmowa potrwa tylko 15 minut,
- Rozumiem ale ja naprawdę się rozmyśliłam, dziękuje,
- Gdyby zmieniła Pani zdanie i zdecydowała przyjść zapraszamy na spotkanie w czwartek o godz. 14.00, może się Pani spóźnić 15 minut, (mówi uprzejmy głos)
Czy ta PANI dzwoniła do mnie z ofertą marketingową?
Czy to może być klasyczny przykład firmy, w której nie czytają CV, biorą każdego z ulicy, a później na szkoleniach robią tzw. wodę z mózgu? Gdzie niestety przez następny rok jesteś związany kontraktem bo jak nie to jesteś zobowiązany do zwrotu poniesionych kosztów.
Przykład nr 3
W ciągu 3 miesięcy biegania z interview na interview firma Z, jest moją ulubioną.
Czyli jedna osoba przytakuje ci tym samym obserwując twoją mowę ciała i gestykulację zgadzając się z twoimi odpowiedziami, dla drugiej zaś wszystko co mówisz jest niepoprawne. Nie ważne, co powiesz chodzi o wyprowadzenie cię z równowagi. Jedyne zdanie które gwarantuje ci dostanie tej pracy jest; "Pani kochana z głupiego mądrego nie zrobisz!"
Rozmowa trwała 1,5 godziny. Z czego cała godzina rozmowy przeprowadzona była w języku angielskim - tego oczekiwałam. Co się stało w ciągu tej półtorej godziny takiego, że nie dostałam tej pracy. Po pierwsze wyprowadziłam z równowagi Panią od HR, odpowiadając profesjonalnie na jej zarzuty jako klienta . Zabrakło jej argumentów, jej czerwona twarz oraz rozbiegany wzrok mówiły same za siebie.
Pan zaś słuchał i przytakiwał, lecz widząc zakłopotanie koleżanki wkraczał do akcji zadając pytanie z innej beczki, po polsku.
Miesiąc czasu zajęło im zatelefonowanie - do mnie z informacją zwrotną. Niestety, bądź stety firma Z odrzucił moją kandydaturę z powodów;
Uwaga; zbyt dużej pewności siebie, świadomości swoich myśli oraz dlatego, że kwota miesięcznego wynagrodzenia była dla nich jak to Pani powiedziała nie do przeskoczenia. Hmmm... trudno..
Przykład nr 4
"Jajko mądrzejsze od kury" czyli pojęcie względne.
Że co?, żeby Pan Dyrektor - bujający się na krześle, podczas rozmowy ze mną, z uśmiechem na twarzy podkradał moją ocenę sytuacji firmy oraz plan naprawczy?
No, nie, nie wytrzymałam i powiedziałam;
- Nie mówiła Panu Pani w szkole żeby nie bujać się na krześle bo może sobie Pan "Dyrektor" głowę rozbić o tablicę.( przestał)
Kontynuując i myśląc jednocześnie - kilka szczegółów o konkurencji, seria krótkich pytań. I jest, mam. Wygadał się, no i co zrobił, złapał się za głowę, a później spojrzał w dół i na mnie (ułamki sekund).
- Widzę, że Pani zakupów na wyprzedaży nie robi?
- Robię, tylko w przeciwieństwie do Pana ja wiem gdzie i co kupuję,( sukces inwestycyjny nie bierze się z "kupowania dobrych rzeczy", ale raczej z " kupowania rzeczy dobrze").
Dlaczego nie dostałam tych stanowisk, a raczej ich nie przyjęłam. Każdy może mieć swoje zdanie na
ten temat. Moje jest takie; nie będę za darmo rozdawać swojej wiedzy, godzin spędzonych przed komputerem,czasu poświęconego na studiowaniu książek oraz świeżego spojrzenia na ich problemy.